Szukając składników do tarty w oko wpadły mi piękne dynie, które już można spotkać w moim sklepie. A jeśli dynia, to i pieczarki – tym razem takie z brązowymi kapeluszami. A jeżeli mamy zjeść we dwoje, to koniecznie musi być z „mięsną wkładką” – dlatego pojawił się boczek. Być może jeszcze nie w głowie Wam takie jesienne klimaty, ale już dziś przezornie polecam Waszej uwadze tę smaczną tartę, kiedy przyjdzie na nią odpowiednia pora.
Tarta z dynią, pieczarkami i wędzonym boczkiem
Na spód { foremka średnicy 28 cm }: 250 g mąki pszennej (u mnie pół na pół mąka typ 550 i pełnoziarnista), 120 g zimnego, posiekanego masła, 1 żółtko, 2 łyżki bardzo zimnej wody, szczypta soli
Nadzienie: 200g chudego boczku pokrojonego w kostkę, lub paseczki, 2 duże jaja, 250g gęstej, kwaśnej śmietany (crème fraîche), 250g pieczarek (w plasterkach), mały kawałek dyni (bez skóry, pokrojona w kostkę), świeżo mielony pieprz, gałązka tymianku, sól
Do miski wrzuć wszystkie składniki na kruchy spód i połącz je palcami. Szybko wyrób ciasto i uformuj z niego kulę. Jeśli ciasto jest za miękkie – dodaj trochę mąki. Jeśli za twarde – odrobinę więcej wody. Wyłóż ciasto na dno foremki, dociśnij po brzegach i nakłuj widelcem. Schowaj do lodówki na minimum 30 minut.
Upiecz spód „na biało” – około 15 min. w piekarniku rozgrzanym do 180° C.
Na patelni usmaż boczek, zdejmij. Na tłuszczu, który zostanie (możesz dolać ciut więcej oliwy, jeśli jest za mało), usmaż na złoty kolor pieczarki i dynię. Śmietanę połącz z roztrzepanymi jajami. Przypraw do smaku i wylej na podpieczony spód. Dodaj boczek, dynię i pieczarki. Posyp tymiankiem i wstaw do piekarnika na około 40 minut, aż wierzch się zarumieni. Smacznego!




Każdy, kogo spotykam w Polsce pyta „to jak Wam się żyje w tej Francji?”. Zwykle odpowiadam, że są plusy i minusy. Jak w każdej dziedzinie, również w sprawach kulinarnych. Bo na ten przykład, jest pyszne mięso, ale nie ma takich wędlin, kabanosów. Półki uginają się od musztardy Dijon, ale my wolimy tą naszą. Bagietki – ach, te chrupiące bagietki! rozpływają się w ustach, ale nie ma pachnącego polskiego chleba. Są przeróżne warzywa, o jakich nam się nawet nie śniło, lecz nie ma zwykłego korzenia pietruszki, a zakup botwinki graniczy z cudem. Są świeże figi, francuskie winogrona, zielone migdały, ale śliwkę węgierkę spotkać – to rzadkość. Człowiek na starość robi się taki sentymentalny… Pan zaśpiewa, Panie Bogusławie:












