Je suis… (wpis o trudnych sprawach, nie dla dzieci)

Peace

Od serii piątkowych zamachów terrorystycznych w Paryżu, minęło zaledwie kilka dni. Zginęło co najmniej 129 osób, a około 350 jest rannych. Większość z nich to piękni, młodzi ludzie. Stracili życie siedząc z przyjaciółmi w restauracji, spacerując wieczorem po ulicach Paryża, bawiąc się na koncercie. W całej Francji obowiązuje stan wyjątkowy. Codziennie słychać o przeszukaniach, aresztowaniach. Zarekwirowano wiele sztuk broni, z bazooką włącznie. Na przykład dzisiaj, o czwartej nad ranem w Saint-Denis na północy Paryża rozpoczęła się obława na zamachowców. Słychać było serie strzałów i eksplozje. Nad miastem latał śmigłowiec. Paryżanie musieli pozostać w domach. Zginęły dwie osoby, między innymi kobieta, która wysadziła się w powietrze. Aresztowano siedem osób, ale zamachowiec nr 1 wciąż pozostaje na wolności. Dlaczego nie zrobili tego wcześniej? Ilu jeszcze zamachowców przebywa na terenie Europy? Ile sztuk broni mają w swoim posiadaniu? W tej wojnie nie ma niewinnych. Dziś w wymianie ognia zginęła również suczka Diesel (belgijski pies pasterski wyspecjalizowany m.in. w szukaniu materiałów wybuchowych), która pomagała funkcjonariuszom w akcji.

Diesel

To wszystko brzmi jak scenariusz jakiegoś koszmarnego filmu, a jednak to się dzieje naprawdę. Rok temu pewna znajoma przeniosła się z Paryża do mojej miejscowości. Powiedziała, że tu, w Sanvignes, można żyć, a w Paryżu – trzeba się starać jakoś przeżyć. Wtedy myślałam, że trochę przesadza. Paryż! Wspaniałe miasto. Co jej się podoba na tej zapyziałej prowincji? Dzisiaj jej słowa mają wyjątkowo głęboki sens.

Zastanawiałam się długo, czy napisać ten post. Nie jestem ekspertem, nie wiem wszystkiego i nie mam gotowych odpowiedzi na wiele pytań. Ja tylko mieszkam we Francji od blisko siedmiu lat i jednak chciałabym Wam opowiedzieć o kilku sprawach.

Już w szkole podstawowej mnie uczono, że każdy kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy prostokąt jest kwadratem. Ta zasada sprawdza się również w innych dziedzinach. Wiadomo, że wszyscy terroryści ISIS są radykalnymi islamistami. Ale, nawet jeśli nie przepadamy za muzułmanami, nie możemy z góry zakładać, że przy najbliższej okazji odbiorą nam życie. Nie, nie mamy takiej pewności, jednak…. istnieje taka możliwość. Może być również tak, że terrorystą okaże się nasz rodak, któremu coś się w głowie pozmieniało i przeszedł na Islam.

Kilka tygodni temu spotkałam w centrum handlowym dwie młode kobiety ubrane w hidżab. Wybaczcie, ale nie znam się na fachowych określeniach poszczególnych części stroju muzułmanek. Pierwsze, co przyszło mi na myśl, to, czy pod tym długim czarnym strojem nie mają jakiegoś kałasznikowa, albo pasa z ładunkami wybuchowymi. Nie jestem panikarą, ani też wtedy nie mówiło się wiele o zamachach, ale właśnie to mi przyszło do głowy. Zauważyłam u jednej z nich torebkę Diora i naiwnie, ze spokojem pomyślałam – ok, chyba nikt z taką torebką nie wysadzi się w powietrze.

Również kilka tygodni temu pewien znajomy z Paryża zapytał mojego męża, jak mu się podoba we Francji i takie tam inne rzeczy. Powiedział, że owszem, że mu się podoba itpitd, ale Francja ma kłopot z imigrantami, którzy nie potrafią/nie chcą się przystosować do naszej zachodniej cywilizacji. Na moje pytanie: „i co Michel Ci odpowiedział?” – „że mieszka w Saint-Denis i ma wielu przyjaciół imigrantów”. Nasza rozmowa skończyła się na tym, że „zabroniłam” mężowi podejmowania takich tematów, chyba, że jest na 100% pewien z kim dokładnie rozmawia.

Tym bardziej, że jeszcze troszkę wcześniej, w tym samym miejscu, w którym mój małżonek odbywał szkolenie, przebywał pewien facet. Dosłownie, gdyby nie kilka dni różnicy, pewnie spotkaliby się gdzieś na korytarzu. To właśnie ten młody mężczyzna, gdzieś w okolicy Lyonu, obciął innemu facetowi głowę i powiesił ją na płocie. Podobno poszło o jakieś sprawy osobiste, czy sercowe, dokładnie nie wiem. Wyobrażacie sobie – po prostu wziął i odciął mu głowę!

Fakt, mieszkam na prowincji i czuję się raczej bezpiecznie. Ale czy na pewno? Tam, w Polsce możecie sobie opowiadać o różnych strasznych rzeczach, ale jeszcze Was to nie dotyczy. Mam nadzieję, że nigdy nie dojdzie do żadnego zamachu. Tutaj, we Francji – to się dzieje naprawdę. Przecież nie siedzę non stop na tym moim zadupiu. Czasem jeżdżę pociągiem do Lyonu, czy Dijon. Od czasu do czasu jem w restauracjach, przebywam w większych, zatłoczonych miastach. Pamiętam, jak latem wychodziłam z dworca kolejowego. Przypomniałam sobie pewien zamach w podobnym miejscu i ogarnęła mnie lekka panika, kiedy szłam w tłumie ludzi i uświadomiłam sobie, że „jakby co”, to nie byłabym w stanie nic zrobić, nie mogłabym nigdzie uciec.

Tak naprawdę, zabierając się za napisanie tego posta chciałam Wam opowiedzieć o tych „nieszczęsnych” muzułmanach. Są wszędzie. Miałam okazję poznać ich wielu, ale zazwyczaj bardzo pobieżnie. Spodziewacie się, że napiszę o nich same negatywne rzeczy? Nie, nie napiszę. Muzułmanie są różni. Są tacy, których nie zauważamy – wyglądają normalnie, pracują, niczym szczególnym się nie wyróżniają. To ich sprawa co jedzą i do kogo się modlą. Nie wszyscy mają gromadkę dzieci, niektórym wystarczy dwójka, czy trójka. Są wykształceni, mili, serdeczni. Niektórzy też ostatnio zginęli w zamachach.

Ale tych, których widzimy, również jest wielu. Są kobiety i brodaci mężczyźni ubrani w tradycyjne stroje. Mężczyźni nie respektują zasad i przechodzą przez ulicę w niedozwolonym miejscu – na ukos i bardzo powoli (mój mąż kiedyś stwierdził, że idą, jak przez pustynię – trudno się nie zgodzić). Kobiety nie mają żadnego wykształcenia, ponieważ rodzina zabroniła im chodzić do szkoły w momencie, gdy zaczęły im rosnąć piersi. Dlatego na przykład uważają, że delfiny są groźne, myląc je z rekinami. Nie wiedzą, co to spaghetti, albo hot-dog (ja też nie lubię pewnych rzeczy, ale je znam). Nigdy nie byli w restauracji (kiedyś, na kursie językowym omawialiśmy ten temat i okazało się, że nie mają żadnego pojęcia o rezerwacji stolika, nie wiedzą, co to jest menu, jak zamawiać posiłek, czym się różni plat od entrée). Nie słuchają żadnej muzyki, poza tą tradycyjną, po arabsku (na Boga! myślałam, że może chociaż ładna melodia, mimo że po francusku, jednak wpadnie im w ucho, ale nie!). Niektórzy żyją we Francji kilkanaście/kilkadziesiąt lat, a języka prawie wcale nie znają. Nie znają filmów, nawet tych mega hitów kinowych. Tak naprawdę, nie ma o czym z nimi rozmawiać. W głowie im się nie mieści, że można mieć w domu psa! (chyba, że kozę na 6 piętrze w bloku). I jeszcze wiele by można na ten temat…

Ci muzułmanie, którzy najbardziej rzucają się w oczy, żyją w zgodzie ze swoją kulturą. Nie chcą się zintegrować. Nie chcą zacząć żyć w zgodzie z naszą zachodnią cywilizacją. No, chyba, że chodzi o telefon komórkowy, czy inny sprzęt elektroniczny – to akurat im się podoba (taki wyjątek – przypadkiem byłam kiedyś w domu u jednej sympatycznej muzułmanki. Dzieciaki bawiły się na komputerze. Kiedy do domu wracał ich ojciec, szybko i w popłochu wyłączyły sprzęt). Podobają im się zasiłki i wszelka inna pomoc państwa. W zasadzie, mając siedmioro dzieciaków, nie muszą pracować. Niewiasta, nawet z niedużym dekoltem, w lecie, jest według nich wyuzdana. To dlatego proponują tej zepsutej kobiecie pójście do swojego mieszkania? (doświadczyłam parę razy) Nie wiem, co jeszcze trzyma ich tutaj, w tym naszym zepsutym, niemoralnym świecie. Tym świecie, do którego setki tysięcy, miliony imigrantów przybyło i wciąż przybywa. Nie wiem dlaczego media nieustannie informują nas o biednych uchodźcach – rodzinach z Syrii, skoro większość z nich to młodzi mężczyźni nie wiadomo skąd. Gdzie są te kobiety? Dzieci? Ilu spośród nich to ci, których teraz szuka policja, ci, którzy nawet za cenę własnego życia chcą zniszczyć nasz świat?

Kiedyś, również na kursie językowym byłam świadkiem dość ostrej kłótni muzułmanów. Kilka wrzeszczących kobiet przeciwko jednemu facetowi. Mówili po arabsku, więc niczego nie zrozumiałam. Później od tego mężczyzny dowiedziałam się, że chciał im wytłumaczyć, dlaczego, żyjąc we Francji warto respektować tutejszą kulturę, prawo i zasady. Żadnej nie przekonał.

Advertisements

5 myśli na temat “Je suis… (wpis o trudnych sprawach, nie dla dzieci)”

  1. Każdy ma jakieś obawy. We Francji obawiacie się zamachów… Ja obawiam się, że niedługo polscy faszyści będą represjonować myślących inaczej.

    Lubię to

  2. Przepiękny post. Ujęłaś całą tę koszmarną sytuację we wspaniały sposób. Kwadraty i prostokąty. Wspaniałe porównanie, a jak trudno to ludziom zrozumieć. Co będzie dalej, nie wiadomo, ale na pewno musimy się mieć na baczności, a jednocześnie nie zatracić wiary w człowieka.

    Lubię to

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s