Zacznijmy od początku

Oto pierwszy post z nowej serii „C’est la Vie!”, czyli moje subiektywne zdanie na temat życia we Francji

Kilka lat temu wiodłam sobie spokojne, dostatnie życie w jednym z większych miast Irlandii Północnej. I nagle zdarzyło się coś, co wywróciło je do góry nogami. Mąż dostał propozycję przeniesienia się do nowego oddziału firmy w której pracował, do dalekiej Burgundii. Kiedy powiedziałam moim koleżankom z pracy, że za dwa tygodnie wyjeżdżam do Francji, było to dla nich takim samym szokiem jak informacja, że w pięknym polskim mieście Krakowie mieszka smok wawelski*. Do dziś nie wiem jakim cudem w tak krótkim czasie podjęliśmy trudną życiową decyzję, pozamykaliśmy wszelkie ważne sprawy i zorganizowaliśmy podróż w nieznane. Po 14 dniach płynęliśmy promem do portu w Cherbourg. Kiedy wspominam tamten czas, mam wrażenie, jakby to ktoś za mnie podejmował wszelkie decyzje. Wszystko działo się, jak w jakimś zwariowanym śnie – tak widzę to wszystko z perspektywy minionych 4 lat.

Hotel Central 640 Beaune

To był luty, dość zimny, a nawet mroźny czas. Powietrze pachniało inaczej niż w Irlandii, a niebo nie było już tak nisko nad naszymi głowami. Pierwsze dwa tygodnie spędziliśmy w hotelu. Wśród miłej obsługi znalazł się niekryjący swych skłonności, seksownie kręcący tyłeczkiem kelner – gej. Skoro ludzie czują się tak wyluzowani, to musi być super kraj, pomyślałam. Z menu wybieraliśmy potrawy na chybił – trafił, nigdy nie wiedząc co dostaniemy do jedzenia. Znaliśmy wtedy tylko kilka francuskich słów, prawie nikt nie mówił po angielsku ( albo nie chciał ). Pewnego razu Mąż dość długo czekał na swoją kolację. Z uśmiechem stwierdziłam, że pewnie dostanie jakieś żabie udka, albo ślimaki. Kiedy ujrzeliśmy charakterystycznie wygięty kształt cieniutkich kończyn – nie mieliśmy żadnych wątpliwości i skwitowaliśmy to gromkim śmiechem. Jak smakują? Jak kurczak, tylko trochę inny ;-)

W tym całym zamieszaniu nie wiedziałam gdzie co mam, nie mogłam na przykład znaleźć gumki do włosów. To chyba był mój pierwszy zakup we Francji. Poszliśmy poszukać jakiegoś sklepu i tu zdziwienie – w niedzielę wszystkie są pozamykane!  Być może w Paryżu jest inaczej, ale w mniejszych miasteczkach w ten jeden dzień tygodnia życie zamiera – dosłownie. W poniedziałek, z banknotem 50 euro udałam się do sklepu z akcesoriami. Gumka kosztowała niecałe 2 euro. Miła ekspedientka wydała mi resztę licząc na głos, wyraźnie wypowiadając każde słowo, a ja byłam coraz bardziej przerażona! Po wyjściu, prawie ze łzami w oczach, powiedziałam do Męża: NIGDY NIE NAUCZĘ SIĘ LICZYĆ W TYM JĘZYKU!!! Oczywiście myliłam się, ale przez kolejne miesiące mój sceptycyzm tylko się pogłębiał.

Zaczęliśmy się rozglądać za jakimś miejscem do mieszkania i tu kolejne zdziwienie! Szok, można powiedzieć. W Irlandii wynajmowaliśmy bardzo miły, komfortowy, w pełni wyposażony, dwupoziomowy dom ( bliźniak ). We Francji, za podobną cenę mieliśmy do dyspozycji obskurne, zniszczone mieszkanie w bloku. Z wyposażenia: niezbędne sprzęty w łazience oraz szafka podtrzymująca kuchenny zlew. Przyznam, że wtedy lekko się załamałam. Udało nam się jednak znaleźć przyjemne, świeżo wyremontowane mieszkanko na poddaszu małej kamienicy, blisko centrum miasta. Z ładną podłogą, starymi belkami nad głową, oknami w dachu i wszędobylskim kotem sąsiada. Spędziliśmy tam trzy całkiem udane  lata, powoli kompletując skromne umeblowanie. Przed domem rosły drzewka figowe, z których latem skradaliśmy słodkie owoce. Nocą budziły nas pędzące pod górę skutery. Kupiliśmy sobie psa. Powoli, krok za kroczkiem, nasze francuskie życie nabierało barw.

Nie do końca wierzę w przeznaczenie, los zapisany konkretnej osobie gdzieś wysoko w gwiazdach, ale wiele lat temu, kiedy w naszych głowach dopiero kiełkowała myśl o wyjeździe z Polski, znajomy zaproponował nam pracę w Paryżu. Pewna, dość atrakcyjna jak na start posada dla dwóch osób. Nie skusiliśmy się, głównie za względu na język. Wybraliśmy zieloną wyspę. Po latach, zaprawieni w boju emigranci, przyjechaliśmy do kraju, który być może od początku był nam pisany? Kto wie…

Ciąg dalszy nastąpi…

* z tym smokiem to rzeczywiście były jaja! Kiedy opowiadałam swojej irlandzkiej koleżance o zabytkowym Krakowie, nie mogłam nie wspomnieć o ziejącym ogniem potworze. Spojrzała na mnie z politowaniem i powiedziała tylko: ” mhm, yeah, right”. Będąc potem w Polsce, koniecznie musiałam jej wysłać widokówkę ze smokiem, żeby kompletnie nie wyjść na wariata ;-)

** Zdjęcie nie przedstawia nas i hotelu, w którym mieszkaliśmy. Zostało zrobione podczas jednej z naszych wypraw do Beaune – uroczego miasteczka usytuowanego pośród najlepszych burgundzkich winnic, zawsze pełnego turystów z różnych stron świata.

Advertisements

24 myśli na temat “Zacznijmy od początku”

  1. Wow jakie przygody, super sprawa. Zawsze uważałam, że samo podróżowanie po świecie to mało. Trzeba pomieszkać dłużej w danym kraju żeby go poznać, a to zawsze jest wyzwanie i wyjście ze swojej strefy komfortu :) Jestem bardzo ciekawa ciągu dalszego, ale też poproszę o opowieści z Irlandii, mojego kraju marzeń do odwiedzenia :) Pozdrawiam ciepło

    Lubię to

  2. Świetnie piszesz :) Czekam z niecierpliwością na kolejne takie urocze posty :) A Beaune, to rzeczywiście cudne, burgundzkie miasteczko (odwiedziliśmy już drugi raz w minioną niedzielę). Pozdrawiam serdecznie z niedaleka :)

    Lubię to

  3. ciekawa jestem cen domów w Północnej Irlandii (zaraz zacznę googlować) ale podejrzewam, że jest dużo taniej niż u nas w Republice. Podstawą moich podejrzeń jest Twoje stwierdzenie, że w Północnej wynajmowałaś dom a za tą samą cenę we Francji mogłabyś tylko obskurne mieszkanie. A do czego zmierzam, ano do tego, że my mieszkając w Republice uważamy Francję za tanią (łącznie z Paryżem) w porównaniu do Dublina. Jedzenie w restauracjach itp w Paryżu jest tańsze niż w Dublinie ( o mniejszych miejscowościach we Francji już nawet nie wspominam) :)
    Nie daj długo czekać na ciąg dalszy ….

    Lubię to

  4. Wygoogluj sobie to będziesz mieć porównanie, choć jestem pewna, że teraz są inne ceny – funt spadł dość znacząco. Ale fakt – znajomi z Galway płacili za mieszkanie trochę więcej niż my. Życie we Francji wcale nie jest takie tanie, kiedy się tu mieszka na stałe.

    Lubię to

    1. wygooglowałam – nie wiem w którym hrabstwie mieszkałaś ale ceny w porównania do cen Dublina fantastyczne – jakieś 30% tego co trzeba płacić w Dublinie czyli jak za darmo – chyba się przeprowadzimy do Północnej. :) Nawiązując do galway – to miasto ma ceny tak z 30% mniejsze niż dublińskie i to centrum a obrzeża jeszcze tańsze.
      Zdaję sobie sprawę że mieszkając w danym kraju życie może wydawać się drożesz niż je odwiedzając. My jednak porównując ceny w restauracjach czy jedzenia w sklepie widzimy że jest taniej niż w Republice. Ale pewnie zarobki we Francji są w takim razie mniejsze niż w Republice.

      Lubię to

      1. Zarobki są różne, jak wszędzie, ale we Fr na przykład pracuje się 35 godzin tygodniowo ( to obowiązuje w urzędach itp, ( w prywatnych firmach może być inaczej ). Ja wolałam mieszkać w Północnej, wszystko było jakieś lepsze, nawet w sklepach jakby porządniejsze rzeczy, za wodę się nie płaciło… Ech, wspomnienia ;-)
        A mieszkałam w mieście, o którym U2 śpiewało piosenkę „Bloody sunday” – wygoogluj sobie ;-)

        Lubię to

  5. Dopiero co rozpoczęliśmy czytanie zauroczeni i zaciekawieni ,a już był koniec opowieści….Tak się nie robi,czekamy niecierpliwie na ciąg dalszy.Pozdrowienia.

    Lubię to

  6. hej:) weszłam po przepis na curry a przeczytałam od deski do deski. Smakowite przepisy, perfekcyjne zdjęcia i do tego fajne pióro. Będę zaglądać! Szkoda ze nie mam insta bo bym śledziła na bank:) pozdrawiam

    Lubię to

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s